BEKSA!
Mam dosyć wspomnień,
że ktoś mnie goni,
że brak mi tchu.
- Zamieszkasz ze mną?
- Harry.. Mam mieszkanie.
- Ale chciałbym, żebyś była bliżej mnie. Może 3 godziny, to nie jest aż tak dużo, ale chcę ciebie mieć przy sobie, blisko.
- Muszę pomyśleć.
- Czyli nie chcesz?
- Chcę! Oczywiście, że chcę, ale..
- Jeśli byś chciała, to nie byłoby żadnego "ale".
- Dobrze, już dobrze, oh.. Zamieszkam z Tobą. - Odpowiedziałam praktycznie zmuszona do tego.
- Chodź tu. - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie i pocałował w głowę. - Kotku, przecież wiesz, że robię to dla nas.
- Chodź tu. - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie i pocałował w głowę. - Kotku, przecież wiesz, że robię to dla nas.
- Mhm. - Mruknęłam i wpiłam się w jego gorące usta i złapałam dłońmi policzki narzeczonego.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
- Co będziemy robić?
- Cóż... Może lody?
- Z czego się śmiejesz, Diana? Lody, lo O matko. - Powiedział i wytrzeszczył oczy, kiedy dotarło do niego to, co powiedział. - Jesteś okropna! - Zaśmiał się i mnie pocałował.
- Naprawdę jestem okropna?
- Cudowna, jesteś cudowna.
- Możemy iść spać.
- Ostatnio jesteś ciągle senna, misiu. - Ugryzł lekko moje ucho.
- Ałć. - Pacnęłam go ręką w ramię. - Wcale nie jestem senna. Może tylko troszkę.
- Ziewnęłaś, chodź.
- Gdzie?
- Do łóżka.- Złapał mnie za rękę.
- Ale ja nie chce ter
- Nie chodziło mi o seks.
- Oh..
- Kochanie co się dzieje? - Zapytał siadając na łóżku, przyciągając mnie do siebie.
- Bo się stresuję.
- Ale czym?
- Wszystkim.
- Czyli czym dokładnie?
- Wszystkim, po prostu wszystkim. Myślę o tym, że nam nie wyjdzie i, że znów zostanę sama. Oświadczyłeś mi się i to było takie wow, ponieważ się nie spodziewałam. Tak sobie czasami myślę, że ja Ci tylko przeszkadzam.
- Wiesz, że cię bardzo kocham, prawda? Jak możesz myśleć, że mi przeszkadzasz? Jak już, to raczej ja tobie przeszkadzam, a nie ty mi. Też się boję tego, że kiedyś możemy się rozstać przez jakąś głupią kłótnię. Ale nie dopuszczę do tego, wiesz? Nie mógłbym bez ciebie żyć i wiesz o tym.Czasami będziemy mieć małe sprzeczki, jest to normalne i nieuniknione, ale nie możemy się zamartwiać na zapas. Przeprowadzisz się do mnie, będziemy bliżej siebie. Zrobię dla Ciebie wszystko, ale musisz mi mówić co chcesz.
- Chcę tylko, żebyś mnie kochał Harry.
- Kocham. I zawsze będę, Diano.
- Dziękuję. - Przytuliłam się do niego, a on szczelnie objął mnie swoimi męskimi ramionami.
***
Obudziłam się w swoim łóżku, Harry'ego nie było w domu. Pojechał do pracy pewnie. Obróciłam się na drugi bok i poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła.
Zerwałam się i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam do toalety.To mięsko z kolacji mi zaszkodziło. Niepotrzebnie je jadłam.
*Perspektywa Harry'ego*
Jest po dwudziestej i właśnie zamknąłem swoje biuro. Pracownicy tez poszli do domu, jestem sam. Zszedłem schodami i wyszedłem w firmy. Zamknąłem ją na najnowocześniejsze zamki i poprawiłem torbę, którą miałem zawieszoną na prawym ramieniu.
Paparazzi przykuli mój wzrok, zjawili się obok mnie jak sępy do padliny. Natychmiastowo.
Jest to naprawdę uciążliwe i denerwujące. Robili mi zdjęcia, robili sobie zdjęcia ze mną.
Ale ja nie mam czasu, właśnie mam jechać do Diany. Nie widziałem jej przez cały dzień. Ciekawe, czy poszła dziś na zajęcia.
Kiedy udało mi się wsiąść do samochodu, to odjechałem i poczułem się wolny. Jeśli tak będzie cały czas, to wniosę pozew na nich.
Mam dosyć tego, ze łażą za mną wszędzie i dosłownie zgniatają, kiedy mnie otaczają.
Kuźwa, czerwone. Zawsze się włącza, kiedy mi się spieszy. Ale dobra, poczekam.
Zaparkowałem pod kamienicą i wszedłem do środka.
- Dobry wieczór. - Zwróciłem się do starszej kobiety, która siedziała za okienkiem i piła kawę.
- Dobry wieczór, młodzieńcze. Jesteś chłopakiem Diany?
Zadała to pytanie i tym samym mnie rozbawiła.
- Narzeczonym. - Poprawiłem staruszkę i uśmiechnąłem się do niej.
- Oh, naprawdę? Nie pochwaliła mi się.. - Zaśmiała się wesoło z udawanym smutkiem.
- Może jeszcze to zrobi. Dobranoc. - Powiedziałem i zacząłem wchodzić po schodach.
Jak ona może tu chodzić codziennie?
Kiedy dotarłem na jej piętro, stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Nie otwarła. Ponownie zapukałem i nic.
- Diana.
Nie odpowiedziała. Cholera, co jest.. - Mruknąłem do siebie i nacisnąłem na klamkę.
Otwarte.
Wszedłem do środka jak burza i zacząłem się rozglądać za moją ukochaną. Nigdzie jej nie widzę i to mnie dobija.
W saloniku, kuchni jej nie było. Łazienka?
Wszedłem do pomieszczenia i zamarłem. Leżała półprzytomna obok kabiny prysznicowej z zamkniętymi oczami. Kurwa.
Podszedłem szybko i lekko potrząsnąłem jej ramiona. Otworzyła załzawione oczy i spojrzała na mnie z bólem wymalowanym w twarzy.
- Jezu, kochanie.. Co się stało? Dobrze się czujesz? Wstań. - Złapałem ją i podniosłem do pozycji pionowej, ale ona szybko zeszła do parteru i zwinęła się w kłębek.
- Misiu.. Co się dzieje?
- B-boli. - Wyjąkała i zwinęła się bardziej.
- Gdzie cię boli?
- Brzuch. - Jęknęła wypuszczając powietrze.
- Chcesz jakąś tabletkę, herbatę? - Zaczęła skomleć z bólu. - Jedziemy do szpitala.
Wziąłem dokumenty i moją narzeczoną na ręce. Wyszedłem z jej mieszkania zamykając je szybko i ostrożnie zszedłem po schodach.
Nie odpowiadając na pytania pani starszej, szybko wsiadłem z nią do samochodu i ruszyłem do najbliższego szpitala.
Wszedłem do recepcji i przedstawiłem sprawę. Przyjechali z jakimś wózkiem, czy stołem i zabrali ją nie mam pojęcia gdzie.
Pielęgniarka kazała mi usiąść i czekać. Czekałem.
Ponad godzinę, czekałem. Nie wiedziałem nic o Dianie, nie chcieli mi nic powiedzieć. I jak ja mam być spokojny? No jak?!
Jest, wyszła pielęgniarka, która zabierała Dianę. Szła ze spuszczoną głową, a kiedy mnie zobaczyła, do tak jakby się załamała? Co z Dianą, do cholery?! Styles uspokój się, na pewno wszystko gra, wyluzuj.
- Pan Styles?
- Tak, gdzie moja narzeczona? Co z nią?
- Proszę pana pańska narzeczona.. poroniła.
- Naprawdę jestem okropna?
- Cudowna, jesteś cudowna.
- Możemy iść spać.
- Ostatnio jesteś ciągle senna, misiu. - Ugryzł lekko moje ucho.
- Ałć. - Pacnęłam go ręką w ramię. - Wcale nie jestem senna. Może tylko troszkę.
- Ziewnęłaś, chodź.
- Gdzie?
- Do łóżka.- Złapał mnie za rękę.
- Ale ja nie chce ter
- Nie chodziło mi o seks.
- Oh..
- Kochanie co się dzieje? - Zapytał siadając na łóżku, przyciągając mnie do siebie.
- Bo się stresuję.
- Ale czym?
- Wszystkim.
- Czyli czym dokładnie?
- Wszystkim, po prostu wszystkim. Myślę o tym, że nam nie wyjdzie i, że znów zostanę sama. Oświadczyłeś mi się i to było takie wow, ponieważ się nie spodziewałam. Tak sobie czasami myślę, że ja Ci tylko przeszkadzam.
- Wiesz, że cię bardzo kocham, prawda? Jak możesz myśleć, że mi przeszkadzasz? Jak już, to raczej ja tobie przeszkadzam, a nie ty mi. Też się boję tego, że kiedyś możemy się rozstać przez jakąś głupią kłótnię. Ale nie dopuszczę do tego, wiesz? Nie mógłbym bez ciebie żyć i wiesz o tym.Czasami będziemy mieć małe sprzeczki, jest to normalne i nieuniknione, ale nie możemy się zamartwiać na zapas. Przeprowadzisz się do mnie, będziemy bliżej siebie. Zrobię dla Ciebie wszystko, ale musisz mi mówić co chcesz.
- Chcę tylko, żebyś mnie kochał Harry.- Kocham. I zawsze będę, Diano.
- Dziękuję. - Przytuliłam się do niego, a on szczelnie objął mnie swoimi męskimi ramionami.
***
Obudziłam się w swoim łóżku, Harry'ego nie było w domu. Pojechał do pracy pewnie. Obróciłam się na drugi bok i poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła.
Zerwałam się i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam do toalety.To mięsko z kolacji mi zaszkodziło. Niepotrzebnie je jadłam.
*Perspektywa Harry'ego*
Jest po dwudziestej i właśnie zamknąłem swoje biuro. Pracownicy tez poszli do domu, jestem sam. Zszedłem schodami i wyszedłem w firmy. Zamknąłem ją na najnowocześniejsze zamki i poprawiłem torbę, którą miałem zawieszoną na prawym ramieniu.
Paparazzi przykuli mój wzrok, zjawili się obok mnie jak sępy do padliny. Natychmiastowo.
Jest to naprawdę uciążliwe i denerwujące. Robili mi zdjęcia, robili sobie zdjęcia ze mną.
Ale ja nie mam czasu, właśnie mam jechać do Diany. Nie widziałem jej przez cały dzień. Ciekawe, czy poszła dziś na zajęcia.
Kiedy udało mi się wsiąść do samochodu, to odjechałem i poczułem się wolny. Jeśli tak będzie cały czas, to wniosę pozew na nich.
Mam dosyć tego, ze łażą za mną wszędzie i dosłownie zgniatają, kiedy mnie otaczają.
Kuźwa, czerwone. Zawsze się włącza, kiedy mi się spieszy. Ale dobra, poczekam.
Zaparkowałem pod kamienicą i wszedłem do środka.
- Dobry wieczór. - Zwróciłem się do starszej kobiety, która siedziała za okienkiem i piła kawę.
- Dobry wieczór, młodzieńcze. Jesteś chłopakiem Diany?
Zadała to pytanie i tym samym mnie rozbawiła.
- Narzeczonym. - Poprawiłem staruszkę i uśmiechnąłem się do niej.
- Oh, naprawdę? Nie pochwaliła mi się.. - Zaśmiała się wesoło z udawanym smutkiem.
- Może jeszcze to zrobi. Dobranoc. - Powiedziałem i zacząłem wchodzić po schodach.
Jak ona może tu chodzić codziennie?
Kiedy dotarłem na jej piętro, stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Nie otwarła. Ponownie zapukałem i nic.
- Diana.
Nie odpowiedziała. Cholera, co jest.. - Mruknąłem do siebie i nacisnąłem na klamkę.
Otwarte.
Wszedłem do środka jak burza i zacząłem się rozglądać za moją ukochaną. Nigdzie jej nie widzę i to mnie dobija.
W saloniku, kuchni jej nie było. Łazienka?
Wszedłem do pomieszczenia i zamarłem. Leżała półprzytomna obok kabiny prysznicowej z zamkniętymi oczami. Kurwa.
Podszedłem szybko i lekko potrząsnąłem jej ramiona. Otworzyła załzawione oczy i spojrzała na mnie z bólem wymalowanym w twarzy.
- Jezu, kochanie.. Co się stało? Dobrze się czujesz? Wstań. - Złapałem ją i podniosłem do pozycji pionowej, ale ona szybko zeszła do parteru i zwinęła się w kłębek.
- Misiu.. Co się dzieje?
- B-boli. - Wyjąkała i zwinęła się bardziej.
- Gdzie cię boli?
- Brzuch. - Jęknęła wypuszczając powietrze.
- Chcesz jakąś tabletkę, herbatę? - Zaczęła skomleć z bólu. - Jedziemy do szpitala.
Wziąłem dokumenty i moją narzeczoną na ręce. Wyszedłem z jej mieszkania zamykając je szybko i ostrożnie zszedłem po schodach.
Nie odpowiadając na pytania pani starszej, szybko wsiadłem z nią do samochodu i ruszyłem do najbliższego szpitala.
Wszedłem do recepcji i przedstawiłem sprawę. Przyjechali z jakimś wózkiem, czy stołem i zabrali ją nie mam pojęcia gdzie.
Pielęgniarka kazała mi usiąść i czekać. Czekałem.
Ponad godzinę, czekałem. Nie wiedziałem nic o Dianie, nie chcieli mi nic powiedzieć. I jak ja mam być spokojny? No jak?!
Jest, wyszła pielęgniarka, która zabierała Dianę. Szła ze spuszczoną głową, a kiedy mnie zobaczyła, do tak jakby się załamała? Co z Dianą, do cholery?! Styles uspokój się, na pewno wszystko gra, wyluzuj.
- Pan Styles?
- Tak, gdzie moja narzeczona? Co z nią?
- Proszę pana pańska narzeczona.. poroniła.
Jejku biedna Diana straciła dziecko
OdpowiedzUsuńCzekam na next :)
Omg, cudowny rozdział. Czekam na nastepny *-* / @xiickey
OdpowiedzUsuńrozdział cudny ☺
OdpowiedzUsuńale Diana musiala poronic :( tak jakos mi sie smutno zrobilo na koniec rozdzialu ....
czezkam na next :D / @fireproof103
O matko :'( @dyaraconnor
OdpowiedzUsuńBoże kolejny rozdział i coraz bardziej uzależnia xd.
OdpowiedzUsuńNieee,dlaczego?!smuteeek@zuziatrawiska
OdpowiedzUsuńBiedna ;'(
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Czekam na next xd
Świetny rozdział! @xxhoranowaxx
OdpowiedzUsuńBardzo smutne to, że tak się stało :'( Ale cóż, ff toczy się dalej :) Mykam czytać kolejne rozdziały xD
OdpowiedzUsuń