Siedziałam w salonie z dziesięcioma katalogami. Meble, podłogi, farby, drzwi, okna, zasłony, żaluzje, tapety, klamki, grzejniki, gniazdka do prądu. Wszystko. Mogę wybrać wszystko.
Wszedł do domy jakieś dwie godziny temu, rzucił mi przed nos te gazety i próbki tkanin, czy czegoś tam i powiedział, że mam wybierać po czym wyszedł i tyle go dziś widziałam.
Jestem mu ogromnie wdzięczna, że mogę mieć swój wkład w ten dom - nasz dom - ale nie chcę wybierać wszystkiego sama! On też będzie tam mieszkał i chcę, żeby czuł się tam dobrze.
Tylko, że go nie ma. Jest już po osiemnastej. Powiedział, że wróci po godzinie. Tymczasem minęły dwie. To godzina spóźnienia. Gdzie on może być?
Oh, ktoś puka. Odłożyłam gazety z kolan i odstawiłam je na stolik. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Jezu Chryste!
- Harry? Boże co ci się stało?!
Szybko wzięłam go pod ramię widząc, że ledwo stoi. Zamknęłam nogą drzwi i zaprowadziłam go do środka. Posadziłam na jego fotelu i gdy dokładniej mu się przyjrzałam, to aż zmroziło mi krew w żyłach.
Twarz i koszula jest zakrwawiona, przez nos, który jest rozcięty. A na jego kości policzkowej spoczywa wielki siniak. Aż zakryłam usta, żeby nie krzyknąć.
- Jak.. jak to się stało?
- Było ich trzech, dlatego - wypluł krew na chusteczkę - tak jest, jak jest.
- Przyniosę apteczkę. - Pobiegłam do kuchni i z szafeczki nad okapem wyciągnęłam czerwoną apteczkę i wróciłam do niego.
Zaczęłam go wycierać wacikami i wodą utlenioną. Jasny gwint..
- Teraz się tylko módl, żeby nie był złamany. - Powiedziałam i chwyciłam jego nos.
Ma szczęście cholernik jeden. Jest tylko stłuczony. Mocno stłuczony, ale to zawsze lepsze niż złamanie, prawda?
- Jak do tego doszło? - Zapytałam opierając ręce na biodrach.
- Mówiłem, było ich trzech..
- To wiem. I co z tego? Tak po prostu trzech mężczyzn podeszło do Ciebie i Cię pobiło/
- Byłem w kasynie..
- Wiedziałam. - Prychnęłam. - Miałeś tam nie chodzić.
- Wiem, ale się pokłóciliśmy i musiałem się rozerwać.
- Teraz chyba widzisz czym to grozi. - Wskazałam ręką na jego twarz.
- Kurwa, daj mi skończyć!
- Super, jeszcze na mnie pokrzycz, będzie lepiej. - Wyminęłam go.
- Hej, zaczekaj! - Chwycił mnie za rękę i wrócił tak, że stałam przed nim.
Poklepał swoje prawe kolano, a ja tylko wywróciłam oczami. Ale usiadłam.
- Więc?
- Austin Sebo, mówi Ci to coś?
- Nie? Niby skąd mam go znać?
- Czyli, że go nie widziałaś nigdy w swoim pobliżu?
- Może widziała, przechodzę obok wielu ludzi. Jak on wygląda?
- Trochę niższy ode mnie, czarne włosy, piwne oczy, zarost.
- Widziałam kiedyś kogoś takiego. Tylko, że miał kolczyk w brwi i uchu.
- Nie żartujesz?
- Nie. Kto to jest, że tak wypytujesz?
- On chce mi cię zabrać.
- Co?
- Podbił do mnie wczoraj w tym cholernym kasynie i zaczął mówić, że cię jebał. To jego słowa. Mówił mi też, że się z nim spotykasz i
- I ty mu uwierzyłeś? Ugh.
-Nie! To znaczy.. byłem pijany i mu wyjebałem, ale potem oni przyszli i wzięli mnie z zaskoczenia. Dostałem czymś w głowę. On powiedział, że mi cię odbierze, Diana!
- Już dobrze, uspokój się. Ćśiiii. - Gładziłam jego policzek, na którym nie było już śladu krwi. - Wiesz, że cię kocham?
- Nie wiem. On mówił to tak prawdopodobnie, tak realnie..
- Wierzysz jemu, czy mnie?
- Oczywiście, że tobie, ale
- To mnie pocałuj.
-Mam krew na ustach.
- Pocałuj mnie.
- Ale ty nienawidzisz krwi.
- Ale kocham ciebie, więc mnie pocałuj, dobrze?
- Dobrze.
Złączył nasze usta, a ja poczułam metaliczny smak krwi, którego nie cierpię. Zapach jest okropny, ale perfumy Harry'ego przewyższają to wszystko. Moje palce w jego włosach co chwila pociągają za loki, a jego palce kreślą małe kółeczka na moich biodrach.
Uśmiechaliśmy się podczas tego pocałunku. To było najlepsze. Jego usta mimo tego, że popękane i we krwi są idealne. Oczy podpuchnięte, ciało obolałe. Ściągnęłam jego koszulę. Jezu. Ile siniaków.
- Ściągnij spodnie. - Zażądałam.
- Kochanie. - Mruknął i zaśmiał się mi do ucha.
- Chcę zobaczyć coś.
- Ahh, co takiego? - Zagryzł moje ucho.
- Ściągnij, chcę zobaczyć jak bardzo musisz teraz wypoczywać.
Zmarszczył czoło i ściągnął spodnie. Kurwa mać. Jego podbrzusze.. kolana. O matko..
- To cię nie boli?
- Nie aż tak bardzo, jak by się mogło wydawać.
- Chcesz coś przeciwbólowego, albo coś.. no nie wiem.
- Nie.
- Jak coś, to krzycz.
- Diana..
- Bo to nie wygląda dobrze, Harry.
- To przytul.
Skrzywiłam się.
- No chodź, nie zrobisz mi krzywdy. Chodź.
Podeszłam i przytuliłam go, ale cały czas uważałam, żeby nie dotknąć go w te najbardziej obolałe punkty.
- Idź pod prysznic, a ja zrobię Ci kolację, czy coś.. - Podrapałam się po głowie.
- Nie możesz iść ze mną?
Zgromiłam go tylko wzrokiem.
- Okej, okej.
Zniknął za rogiem, a ja zaczęłam robić tosty. Kiedy skończyłam, to polałam je pomidorowym sosem i postawiłam na stole. Zalałam herbatę, a sama usiadłam na kanapie z kolanami pod brodą.
- Nie możesz iść ze mną?Zgromiłam go tylko wzrokiem.
- Okej, okej.
Zniknął za rogiem, a ja zaczęłam robić tosty. Kiedy skończyłam, to polałam je pomidorowym sosem i postawiłam na stole. Zalałam herbatę, a sama usiadłam na kanapie z kolanami pod brodą.
___________________
5 kom = NEXT
Boże biedny harry jest pobity a dodatek tak słodki :) czekam na next :)
OdpowiedzUsuńWoah, co to za gość ?
OdpowiedzUsuńEjejejejej ZAYN ? :o
OdpowiedzUsuńBiedny Harry :( czekam na następny :) \ @xiickey
OdpowiedzUsuńO matko ile się dzieje, chce next x
OdpowiedzUsuńŚwietny!
OdpowiedzUsuńświetny, czekam na next! :) @xxhoranowaxx
OdpowiedzUsuńHm, nie myślałam, że tak będzie wyglądał ten rozdział, ale szczerze to jest właśnie w tym najfajniejsze xD Taka nieprzewidywalność! :D
OdpowiedzUsuń