niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 7.

Muzyka.
- Słucham?
- Diana.. Zrozum, że..
- Że co?
- Że mi się podobasz.
- Co?
- Nic, nieważne. Możesz już iść.
- Nie pójdę. Ja..
- Tak, wiem. Masz narzeczonego i nie potrzebujesz nikogo więcej, nigdy mu nie dorównam i tak dalej.
- Zayn.. Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
- A to by coś zmieniło?
- Myślę, że nie.

- Właśnie. Wygłupiłem się tylko, no nic. W końcu nigdy przecież nie dorównam Harry'emu, prawda?

- Nie mów tak. Każdy jest inny i wyjątkowy, Zayn.
- Nie musisz się nade mną użalać. Nie mam 13 lat i nie jestem małą dziewczynką, okej?
Uraziło mnie to. Spuściłam głowę i nie odzywałam się. Zagryzłam wargę i powstrzymałam się od komentarza. 
- Coś się stało? Jezu, ja nie chciałem Diana, czekaj..
Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę domu. Świetny poranek. Kłótnia z Harry'm, a teraz jeszcze z Zaynem. Naprawdę ekstra.
- Zaczekaj!
Podbiegł i zatarasował mi drogę.
- Hej, poczekaj. - Oparł swoje ręce o moje barki zatrzymując mnie.
- Daj spokój..
- Nie płacz, przepraszam.. - Diana, hej, co się dzieje? Diana?
- Kręci mi się w głowie..
- Diana? Diana! Cholera, Diana otwórz oczy!
Chyba właśnie upadłam. Kręci mi się w głowie.. nogi mam jak z waty, a przed oczami robi mi się ciemno.

***
Perspektywa Zayn'a.

Siedzę na tym cholernym krzesełku już od dwudziestu minut. Nikt nic nie wie, kiedy pytam. Co to kurwa za szpital?! Nerwowo zagryzam wargę, a w pewnym momencie czuję nawet krew. 
Ona zemdlała przede mną na chodniku. To moja wina. Zadzwoniłem już do Harry'ego. Był wkurwiony. O wilku mowa. Wszedł do szpitala i rozglądał się. Kiedy napotkał mój wzrok wiedziałem, że nie będzie kolorowo.
- Gdzie ona jest? - Zapytał, gdy stał już obok.
- Zabrali ją na salę.
- Co się stało?
- Ona zemdlała.
- Kurwa, co?
- Zemdlała.
- Dlaczego się z nią spotkałeś?
- A dlaczego nie?
- Bo jest kurwa moja. To ty byłeś rano w naszym domu?
- Chciałem z nią pogadać.
- Świetnie - Prychnął - Czyli to Ciebie ukrywała.
Chciałem już coś powiedzieć, ale w naszym kierunku szła jakaś pielęgniarka. Patrzyła raz na mnie, raz na jakieś kartki. Była coraz bliżej, chwilę potem stała obok mnie. Wstałem i nie czekając na Stylesa zacząłem pytać.
- Czy wszystko z nią w porządku?
- A pan jest dla niej..?
- Nikim. Jestem jej narzeczonym, proszę mi powiedzieć co się stało.
No chyba sobie kurwa żartujesz, koleś. Ale mam to gdzieś, ważne co z nią.
Ta pielęgniarka spojrzała na mnie z żalem, a potem na Styles'a i  w kartkę. Wzięła głęboki oddech i ponownie spojrzała w kartkę. 
- Otóż.. pańska narzeczona poroniła. Bardzo mi przykro.
Spojrzałem na wyższego ode mnie mężczyznę i, kurwa, okej kłócimy się. Ale on stracił dziecko.
- Ale.. jak to? Nie, to nie może być prawda, przecież.. Ona znowu, nie. 
Znowu? Jak to znowu? Co się kurwa dzieje? O czym on pierdoli?
- Gdzie ona jest? - Zapytaliśmy jednocześnie.
- W sali A5.
Harry nie czekając na nic wyminął pielęgniarkę i pobiegł do tej sali. Ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Porozmawiałem jeszcze z tą pielęgniarką, a potem usiadłem z powrotem na krzesełku.

5 komentarzy:

  1. Jezus Maria Matko Bosko!!! 2 raz?! 2 raz poroniła? Że kurde co?!!! Dawaj mi tu next! @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko do 3 razy sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. @dyaraconnor

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się doczekać następnego. Ciekawe co się stanie. I jak wątek z Zaynem :)
    ����✈����������
    zapraszam
    http://dyaara.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. O Jezuniu, że co?! Ona znowu? No nie wierzę... niech mnie ktoś uszczypnie... biedna Diana :c Kurcze idę czytać dalej, bo naprawdę chcę wiedzieć co z Zaynem i Harrym i co z Dianą...

    OdpowiedzUsuń