sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 9.

- Sam? Co ty tu.. Skąd ty się u wziąłeś? - Wysyczałem.
- Z Krainy Czarów, wiesz? Słyszałem, że się zaręczyłeś stary.
- Tak, możesz już iść.
- Nie tak ostro, Harold. Jesteś z tą małą, którą chciałeś bzyknąć na obozie?
- Nie chcia
- Jak nie, jak tak. Nie pamiętasz, jak się zakładaliśmy? Ktoś tu chyba wziął nasz zakład za bardzo na poważnie. - Zaśmiał się i stuknął moją klatkę.
- Harry kto to?
- Nikt, skarbie. Zaraz przyjdę. - Odkrzyknąłem do dziewczyny i odwróciłem się do trochę niższego mężczyzny przede mną. - Idź stąd. 
- Ona jest w domu? No ładnie.
- Idź.
- Spoko, spoko. Ale postaram się, żeby ona się o tym dowiedziała. - Puścił mi oczko i odszedł.
Jasna cholera.
Zamknąłem drzwi na zamek, jeden, drugi i wróciłem do Diany.
- Kto to był? - Pyta poprawiając koc.
- Listonosz. - Odpowiadam i siadam obok niej.
- Tak długo?
- Tak, do cholery!
Krzyknąłem na nią aż podskoczyła. Przez tego chuja wyżyłem się na niej, a nie chcę tego robić. 
Ona nic nie zrobiła, to ja jestem kretynem.
- Przepraszam, kochanie. - Pocałowałem ją w głowę i posadziłem na kolanach, a ona się we mnie wtuliła. - Nie chciałem, przepraszam.

Chwyciłem koc i usłyszałem szeleszczenie. Podniosłem go i zobaczyłem paczkę pianek. Chwyciłem ja i pomachałem jej przed oczami.
- No co. Byłam głodna. - Spaliła buraczka, a ja zacząłem się śmiać.
Wyjąłem jedną piankę i włożyłem do ust. Potem następną. Ona zresztą też.
- A ty nie miałeś na nie uczulenia?
- Mam.
- To dlaczego je jesz?
- Nie wiem.
- Aha.
- Aha.
Wybuchnęliśmy śmiechem, a ja oberwałem pianką.
- Upieczemy ciasto?
- A zrobisz mi kurczaka?
- Kurczak z ciastem?
- Czemu nie?
- Bo to trochę.. fu.
- Zamówmy pizze.
- Chińszczyznę.
- Pizze.
- Chińszczyznę z pizza.
- A na ciasto z kurczakiem się nie zgodziłaś.
- Słyszysz się?
- Nieee. Co oglądamy?
- Przyjaciół. Właśnie rozpoczął się maraton.
O Chrystusie.. Nie, że nie lubię Przyjaciół, ale widziałem wszystkie te odcinki już po kilka razy.. 
- Pojadę do sklepu. Chcesz coś?
- Duuużo jedzenia. I ogórki.
- Kiszone, czy konserwowe?
- Te i te.
- Dobrze. Coś jeszcze?
- Może dynię, zrobię taki przecier i ciasteczka. - Klasnęła w dłonie, a ja uśmiechnąłem się sam do siebie.
Jest urocza i to bardzo.
Założyłem kurtkę i buty, chwyciłem kluczyki w prawą rękę i wyszedłem z domu.
Zamknąłem go na klucz i udałem się do garażu. Odpaliłem auto i zacząłem wyjeżdżać z garażu.

W sklepie rozpoczęło się szaleństwo. Najpierw włożyłem do koszyka te ogórki, żeby nie zapomnieć. Potem jakieś słodycze między innymi pianki i żelki.
Owoce, warzywa, makarony. Jakieś sery i szynki, inne mięsa. Ryby i owoce morza, frytki i mieszankę warzyw.
Mleko, masło i inne takie. Jakieś napoje i dobre czerwone wino na wieczór.

W drodze powrotnej zahaczyłem o kwiaciarnię i kupiłem bukiet różowych róż.
Wróciłem do domu i zaniosłem wszystko do kuchni. Poszedłem do salonu, ale jej tam nie było. Obszedłem cały dom, ale jej nie znalazłem.
To nie jest zabawne. Przez okno wyjrzałem na ogród i zobaczyłem ją, jak rozmawia przez płot z jakimś chłopcem. Na oko cztero-pięcioletnim. Zbiegłem po schodach i wyszedłem tarasem.
Stanąłem obok niej i objąłem ją. 
- Widzę, że masz nowego przyjaciela, kochanie. - Cmoknąłem jej policzek i zobaczyłem jak się uśmiecha do tego dzieciaka.
- Jak masz na imię? - Zwróciłem się do niego.
- James, a ty?
- Harry. Nie jest ci zimno bez kurtki?
- Nie, ja tylko na chwilę wybiegłem po mojego pieska.
- Gdzie on jest?
- Chyba przeszedł przez wasz żywopłot. 
- Poszukam go. - Powiedziałem. - To dla ciebie. - Podałem jej kwiaty.
- Dziękuję. - Buziak.
Zostawiłem ich samych i zacząłem się rozglądać za psem. 
Obszedłem dookoła dom i nic. Sprawdziłem w pomieszczeniu na kosiarkę i tym podobne. Nie ma.
Odwróciłem się i ujrzałem małego, białego psa.
Trochę brudny. Wziąłem go na ręce i wróciłem do dwóch papużek nierozłączek. 
- To on?
- Uszatek!
Dosyć zabawne imię, ale co ja mogę.
Podałem małemu psa przez płot.
- Dziękuję!- Pisnął uradowany i przytulił czworonoga.
- Leć do domu, bo zimno. - Powiedziała do niego Diana i uśmiechnęła się słodko.
- Dobrze, dziękuję! - Powiedział i pobiegł do domu.
Moja ukochana odwróciła się do mnie i wiedziałem, ze coś ją gryzie.
- Też chcę takiego.
Roześmiałem się wesoło.
- Mogę ci kupić kochanie. - Powiedziałem do niej z uśmiechem.
- Nie, też chcę takiego syna.

sobota, 15 listopada 2014

Nowa lista informowanych.

Jeśli czytasz i podoba Ci się moje opowiadanie i chcesz być informowana/informowany o nowych rozdziałach na Twitterze, to napisz w komentarzu swój username. x

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 9.

Hej, hej.
Tak się zastanawiam czy ktoś w ogóle to czyta, więc..
Jeśli czytasz, to zostaw komentarz.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 8.

Po naciśnięciu klamki wszedłem do pokoju o białych ścianach. Przypominał psychiatryk, przez ten kolor rozlany po każdym kącie. Duże okno, przez które widać było inne budynki i wieżowce było pośrodku ściany. Stała przy nim.
Przecież ona nie moz eteraz stać. Podszedłem z zamiarem przytulenia jej. Ale kiedy dotknąłem jej, to wzdrygnęła się i przestraszona odwróciła przodem do mnie.
Oddychała ciężko, miała wysuszone usta i oczy jej były lekko czerwonawe. Była blada, jak ściana.
- Zabiłam je.. - Wyrwało się z jej ust.
- Co?
- Zabiłam nasze dziecko.
- To nie Twoja wina, kochanie, to
- Nie! To moja wina! Jestm okropna, bezużyteczna, kompletna idiotka ze mnie! 
Nie mogłem dłużej słuchać, jak siebie obraża. Jest dobrym człowiekiem.
- Chodź. - Powiedziałem i wyciągnałem w jej kierunku rękę.
Popatrzyła na nią, a potem na mnie.
- Nie zasługuje na Ciebie. Nie zasługuje na to, by żyć. - Powiedziała i chwyciła rurkę owijając sobie szyję. Dusiła sama siebie. Od razu zacząłem jej wyciągać tę gumową rurkę, która była przyłączona do jednego z urządzeń.
Szarpała się i drapała, ale nie pozwolę jej zrobić czegoś tak głupiego. Chwyciłem oba jej nadgarstki i przycisnąłem jej drobne ciało do ściany. Łzy spływające po jej polikach wcale mnie nie pocieszały, a wręcz odwrotnie.
Czułem się źle, bo to też moja wina. Wywierałem na niej presję przez ostatni czas. Gdybym tylko wiedział, że była w ciąży.. Chamowałbym się. Ale skąd ja mogłem wiedzieć, że ona.. była w ciąży.

~*~

Tym razem musiała zostać w szpitalu na dłużej. Siedziałem przy jej łóżku dnie i noce. Nie spałem od trzech dni pilnując, by ona nie zrobiła czegoś głupieg, by.. nie próbowała kolejny raz targnąć na swoje życie.
Nabrała już koloru, przez co nie zlewa się tak bardzo z kolorytem tego pokoju, którego mam już dosyć. Wolę mój dom zdecydowanie bardziej od tego miejsca.
- Dzień dobry.
Obróciłem głowę i zobaczyłem wysoką pielęgniarkę o czarnych włosach, która zajmuje się dziś Dianą.
- Dzień dobry. Czy ona będzie mogła dziś wrócić do domu?
- Jeszcze nie wiem. Musimy zrobić kilka badań, ale w najlepszym wypadku około osiemnastej będziecie państwo mogli opuścić szpital. - Posłała mi miły uśmiech i wyszła zabierając kroplówkę.

Wsiadając do samochodu marzyłem tylko o tym, zeby położyć się z nią w ciepłym, dużym łóżku.
Podjechaliśmy pod dom i pomogłem jej iść.
Zamknąłem drzwi i kierowaliśmy się do sypialni. Ułożyłem jej ciało na materacu i przykryłem kołdrą. Opatuliła się mocniej i jęknęła cicho. Przykucnąłem przy brzegu łóżka i chwyciłem jej rękę.
- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej.
- Przynieść ci coś do picia? Albo jedzenia?
- Niee..
- Na pewno?
- Na pewno.
- Dobrze. Pókdę jeszcze na chwilę do kuchni.
- Harry?
- Tak, kochanie?
- Położysz się obok mnie?
Nie zostawię jej.
- Oczywiście.
Zdjąłem buty i wszedłem ostrożnie pod kołdrę. Przylgnęła do mojego ciała zanim zdążyłem się zorientować. Moja ukochana zanosi się płaczem, a ja nie wiem co mogę zrobić..

Gładzę jej głowę, plecy, rękę. Nie przestaje szlochać.
- Myszko.. - Hej, spójrz na mnie.
Niepewnie podnosi swoją główkę i patrzy zapłakanymi oczyma w moje.
- Kochasz mnie? - Zapytałem.
Kiwnęła głową.
- Nie, powiedz mi to.
- Kocham Cię, Harry.
- To dobrze, bo ja Ciebie też. Zawsze będę Cię kochał. Damy sobie radę, musisz tylko w to uwierzyć.
Gdyby to było takie łatwe...

*Sobota*
Bawi się moimi loczkami, gdy oglądamy film i siedzimy na kanapie. Jest taka cicha od pewnego czasu. Mała zagubiona księżniczka. Mógłbym ją tak nazywać.
Oglądamy jakiś film. Nie wiem nawet o czym jest, bo jestem całkowicie skupiony na Dianie. Chowa głowę w zagłębieniu pomiędzy moim ramieniem, a szyją i oddycha spokojnie.
Czuję jej oddech, ciepłe powietrze, które wydycha na moją skórę dając mi chwilowe uczucie ciepła. Potem następuje wdech i robi mi się zimno, ale przy każdym kolejnym wydechu ciepło powraca.
Nagle ktoś puka do drzwi.
- Otworzę. - Powiedziała i już chciała wstawać, ale ją zatrzymałem.
- Zostań, ja pójdę.
Wstałem i podszedłem do drzwi. Otworzyłem je i.. Kurwa.. tej osoby bym się na pewno nie spodziewał.

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 7.

Muzyka.
- Słucham?
- Diana.. Zrozum, że..
- Że co?
- Że mi się podobasz.
- Co?
- Nic, nieważne. Możesz już iść.
- Nie pójdę. Ja..
- Tak, wiem. Masz narzeczonego i nie potrzebujesz nikogo więcej, nigdy mu nie dorównam i tak dalej.
- Zayn.. Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
- A to by coś zmieniło?
- Myślę, że nie.

- Właśnie. Wygłupiłem się tylko, no nic. W końcu nigdy przecież nie dorównam Harry'emu, prawda?

- Nie mów tak. Każdy jest inny i wyjątkowy, Zayn.
- Nie musisz się nade mną użalać. Nie mam 13 lat i nie jestem małą dziewczynką, okej?
Uraziło mnie to. Spuściłam głowę i nie odzywałam się. Zagryzłam wargę i powstrzymałam się od komentarza. 
- Coś się stało? Jezu, ja nie chciałem Diana, czekaj..
Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę domu. Świetny poranek. Kłótnia z Harry'm, a teraz jeszcze z Zaynem. Naprawdę ekstra.
- Zaczekaj!
Podbiegł i zatarasował mi drogę.
- Hej, poczekaj. - Oparł swoje ręce o moje barki zatrzymując mnie.
- Daj spokój..
- Nie płacz, przepraszam.. - Diana, hej, co się dzieje? Diana?
- Kręci mi się w głowie..
- Diana? Diana! Cholera, Diana otwórz oczy!
Chyba właśnie upadłam. Kręci mi się w głowie.. nogi mam jak z waty, a przed oczami robi mi się ciemno.

***
Perspektywa Zayn'a.

Siedzę na tym cholernym krzesełku już od dwudziestu minut. Nikt nic nie wie, kiedy pytam. Co to kurwa za szpital?! Nerwowo zagryzam wargę, a w pewnym momencie czuję nawet krew. 
Ona zemdlała przede mną na chodniku. To moja wina. Zadzwoniłem już do Harry'ego. Był wkurwiony. O wilku mowa. Wszedł do szpitala i rozglądał się. Kiedy napotkał mój wzrok wiedziałem, że nie będzie kolorowo.
- Gdzie ona jest? - Zapytał, gdy stał już obok.
- Zabrali ją na salę.
- Co się stało?
- Ona zemdlała.
- Kurwa, co?
- Zemdlała.
- Dlaczego się z nią spotkałeś?
- A dlaczego nie?
- Bo jest kurwa moja. To ty byłeś rano w naszym domu?
- Chciałem z nią pogadać.
- Świetnie - Prychnął - Czyli to Ciebie ukrywała.
Chciałem już coś powiedzieć, ale w naszym kierunku szła jakaś pielęgniarka. Patrzyła raz na mnie, raz na jakieś kartki. Była coraz bliżej, chwilę potem stała obok mnie. Wstałem i nie czekając na Stylesa zacząłem pytać.
- Czy wszystko z nią w porządku?
- A pan jest dla niej..?
- Nikim. Jestem jej narzeczonym, proszę mi powiedzieć co się stało.
No chyba sobie kurwa żartujesz, koleś. Ale mam to gdzieś, ważne co z nią.
Ta pielęgniarka spojrzała na mnie z żalem, a potem na Styles'a i  w kartkę. Wzięła głęboki oddech i ponownie spojrzała w kartkę. 
- Otóż.. pańska narzeczona poroniła. Bardzo mi przykro.
Spojrzałem na wyższego ode mnie mężczyznę i, kurwa, okej kłócimy się. Ale on stracił dziecko.
- Ale.. jak to? Nie, to nie może być prawda, przecież.. Ona znowu, nie. 
Znowu? Jak to znowu? Co się kurwa dzieje? O czym on pierdoli?
- Gdzie ona jest? - Zapytaliśmy jednocześnie.
- W sali A5.
Harry nie czekając na nic wyminął pielęgniarkę i pobiegł do tej sali. Ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Porozmawiałem jeszcze z tą pielęgniarką, a potem usiadłem z powrotem na krzesełku.

piątek, 31 października 2014

Halloween

Happy Halloween!
Witajcie! Chciałabym wam życzyć wesołego i udanego Halloween. :)

Love you all! Xx

Rozdział 6.

- Szczypie, kurwa.
- Ne przeklinaj.
- Gdzie jesteś?
- Na kanapie. Masz kolację na stole, smacznego.
- Dzięki. Nie zjesz ze mną?
- Nie jestem głodna.
- Ostatnio mało jesz, nie sądzisz?
- Nie.
- Coś się stało?
- Idź jeść.
- Diana.
- Harry.
- Masz trzy sekundy, żeby powiedzieć co się stało.
- Masz trzy sekundy, żeby usiąść przy stole i zjeść kolację. Jestem zmęczona po prostu i idę spać, dobranoc. - Powiedziałam i wstałam z kanapy.
- Nigdzie nie idziesz, okej? 
Zaprowadził mnie do stołu i posadził sobie na kolanach. Zaczął jeść tosty, a ja położyłam głowę na jego nagim torsie. Oczy robiły się coraz cięższe.

***
Obudziłam się w łóżku, a obok mnie leżał ktoś kogo bardzo kocham. 
- Dzień dobry. - Powiedziałam, kiedy otworzył swoje duże oczy.
- Chodź tu.. - Mruknął i przyciągnął mnie do siebie.
- Co ty taki spragniony czułości, co?
- Zaraz odjadę w ciemną otchłań pracy.
- Miałeś nie iść.
- Potrzebują mnie.
- Co jeśli ja Ciebie też potrzebuję?
- A potrzebujesz? 
- A nie?
- Nie wiem.. Masz różne humorki, kochanie.
- Zaraz dostaniesz w łeb.
- No widzisz? - Zaśmiał się.
- Dlaczego nie mam koszulki?
- Cóż.. zasnęłaś na mnie wczoraj w kuchni i nie chciałem, żeby było ci za gorąco. 
- Zabawny. Gdzie jest ta czarna bluzka?
- Po co ci ona, hmm?
- Harry, przestać.
- Rączki do góry.
- Nie..e.
- Tak, dalej. Zaraz muszę jechać skarbie.
- Ale.. Harry, ah.

- Mhmm.
Zaczął całować moje żebra i brzuch, co było tak bardzo przyjemne. Potem przeniósł się na mój biust. Cały czas z moich ust wydostawały się ciche jęknięcia, które tylko go nakręcały, a ja perfidnie to wykorzystywałam. 
Lubię być czasami wredna, dobrze mi z tym.
- Nie możesz.. z-zostać?
- Nie mogę.. 
- Na pewno?  Wpiłam się w jego usta i usiadłam na jego nogach poruszając biodrami.
- Nie r..rób tak.
- Dlaczego? - Powtórzyłam ruch.
- Kurwa, mówiłem.
- Ale co ja zrobiłam?
- Jeśli nie chcesz, żebym doszedł w bokserkach to przestań.
W tym momencie wybuchnęłam śmiechem. To zabawne, że potrafię go doprowadzić do takiego stanu zaledwie kilkoma ruchami. Wtedy czuję się taka silna i władcza, haha.
Zaczął mnie całować i przekręcił nas tak, że leżałam na nim. Objął mnie w pasie, a ja zachichotałam, bo zahaczył o czuły punkt, na którym mam łaskotki. Skubany.
- Jak wrócę, to kurwa kogo niesie?!
- Uspokuj sie, moze to pani Benson po cukier.
Wstalam i zalozylam dluga koszule. Poprawilam wlosy i podeszlam do drzwi.
Otworzylam i zobaczylam znana mi postac. Średni wzrost, kruczoczarne wlosy i kilkudniowy zarost.
- Cos sie stalo?
- Musisz ze mna pojechac w jedno miejsce.
- Ale Zayn, ja
- Proszę.
- Nie moge. Mam goscia.
- Blagam Cie, Diana. Musimy porozmawiac.
Cholera i co ja mam zrobic? Harry polnagi w lozku i Zayn przede mna. Ale wlasciwie, to czego on chce? Ostatnia rozmowa zakonczyla sie klotnią.
- Jestes autem?
- Tak, a co?
- To idz do niego, ja zaraz przyjde.
- Na pewno?
- Nie ufasz mi?
- Widzimy sie na dole. - Powiedział i odszedl. 
Zamknelam drzwi i wrocilam dp Harry'ego. 
- Kto to byl?
- A nikt.
- Powiedz.
- Czy to wazne kto to?
- Dla mnie tak.
- Przestan byc taki zazdrosny.
- Nie jestem zazdrosny. - Odparl zakladajac spodnie.
- Nie, wcale.
- Nawet jesli, to co? Chce wiedziec z kim moja narzeczona sie spotyka, czy to dziwne?
- Ja sie Ciebie nie pytam o to z kim sie spotykasz, wiec prosze cie o to samo.
- Było okej, ale ty musisz zaczynać te swoje.. nieważne, wychodzę.
- No tak, masz rację. Najłatwiej jest wyjść.
- Żebyś wiedziała.
Wziął płaszcz i torbę ze stoły i wyszedł. Super. 
Zaczęłam się ubierać, jeansy, czarna koszulka z nadrukiem, włosy spięte w kitkę, skarpetki, buty, kurtka. Wyszłam z domu. Czarne auto stoi na drugiej stronie ulicy. POdeszłam do niego i weszłam do środka jak gdyby nigdy nic. 
- To czego chciałeś? - Zapytałam niezbyt grzecznie. 
- Porozmawiać.
- Okej, mów.
- Jesteś zdenerwowana.
- Mo co chciałeś powiedzieć.
- I wkurzona.
- Czy mógłbyś zacząć.
- Diana..
- Dobra! Pokłóciłam się z Harry'm!
- O..oh.
- Tak. Albo mówisz teraz, albo wychodzę.
- O co poszło?
- O Ciebie.
- Jak o mnie?
- Znaczy.. nie dobitnie o Ciebie, ale.. 
- Okej. Myślę, że to nie jest odpowiedni czas  na rozmowę.
- Dobrawdy? To dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej, zanim się z nim pokłóciłam?
- Din..
- Nie mów tak do mnie!
- To przestać krzyczeć, do cholery!
Wbiłam się w fotel przez ton jego głosu. Właśnie teraz i własnie w tej chwili Zayn Malik na mnie na krzyczał.
- Ty też byś mógł.
- Przepraszam, dobra?
- Ja też Cię przepraszam.
- Za co?
- Nie powinnam się na Tobie wyżywać, przez życie osobiste.
- Nie Twoja wina, że Twój facet jest zazdrosny o dosłownie wszystko.
Kurwa.

sobota, 25 października 2014

Rozdział 5.

Siedziałam w salonie z dziesięcioma katalogami. Meble, podłogi, farby, drzwi, okna, zasłony, żaluzje, tapety, klamki, grzejniki, gniazdka do prądu. Wszystko. Mogę wybrać wszystko. 
Wszedł do domy jakieś dwie godziny temu, rzucił mi przed nos te gazety i próbki tkanin, czy czegoś tam i powiedział, że mam wybierać po czym wyszedł i tyle go dziś widziałam. 
Jestem mu ogromnie wdzięczna, że mogę mieć swój wkład w ten dom - nasz dom - ale nie chcę wybierać wszystkiego sama! On też będzie tam mieszkał i chcę, żeby czuł się tam dobrze. 
Tylko, że go nie ma. Jest już po osiemnastej. Powiedział, że wróci po godzinie. Tymczasem minęły dwie. To godzina spóźnienia. Gdzie on może być? 
Oh, ktoś puka. Odłożyłam gazety z kolan i odstawiłam je na stolik. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Jezu Chryste!
- Harry? Boże co ci się stało?! 
Szybko wzięłam go pod ramię widząc, że ledwo stoi. Zamknęłam nogą drzwi i zaprowadziłam go do środka. Posadziłam na jego fotelu i gdy dokładniej mu się przyjrzałam, to aż zmroziło mi krew w żyłach. 
Twarz i koszula jest zakrwawiona, przez nos, który jest rozcięty. A na jego kości policzkowej spoczywa wielki siniak. Aż zakryłam usta, żeby nie krzyknąć.
- Jak.. jak to się stało?
- Było ich trzech, dlatego - wypluł krew na chusteczkę - tak jest, jak jest.
- Przyniosę apteczkę. - Pobiegłam do kuchni i z szafeczki nad okapem wyciągnęłam czerwoną apteczkę i wróciłam do niego. 
Zaczęłam go wycierać wacikami i wodą utlenioną. Jasny gwint..
- Teraz się tylko módl, żeby nie był złamany. - Powiedziałam i chwyciłam jego nos. 
Ma szczęście cholernik jeden. Jest tylko stłuczony. Mocno stłuczony, ale to zawsze lepsze niż złamanie, prawda?
- Jak do tego doszło? - Zapytałam opierając ręce na biodrach.
- Mówiłem, było ich trzech..
- To wiem. I co z tego? Tak po prostu trzech mężczyzn podeszło do Ciebie i Cię pobiło/
- Byłem w kasynie..
- Wiedziałam. - Prychnęłam. - Miałeś tam nie chodzić.
- Wiem, ale się pokłóciliśmy i musiałem się rozerwać.
- Teraz chyba widzisz czym to grozi. - Wskazałam ręką na jego twarz.
- Kurwa, daj mi skończyć!
- Super, jeszcze na mnie pokrzycz, będzie lepiej. - Wyminęłam go.
- Hej, zaczekaj! - Chwycił mnie za rękę i wrócił tak, że stałam przed nim.
Poklepał swoje prawe kolano, a ja tylko wywróciłam oczami. Ale usiadłam.
- Więc?
- Austin Sebo, mówi Ci to coś?
- Nie? Niby skąd mam go znać?
- Czyli, że go nie widziałaś nigdy w swoim pobliżu?
- Może widziała, przechodzę obok wielu ludzi. Jak on wygląda?
- Trochę niższy ode mnie, czarne włosy, piwne oczy, zarost.
- Widziałam kiedyś kogoś takiego. Tylko, że miał kolczyk w brwi i uchu.
- Nie żartujesz?
- Nie. Kto to jest, że tak wypytujesz?
- On chce mi cię zabrać.
- Co?
- Podbił do mnie wczoraj w tym cholernym kasynie i zaczął mówić, że cię jebał. To jego słowa. Mówił mi też, że się z nim spotykasz i
- I ty mu uwierzyłeś? Ugh.
-Nie! To znaczy.. byłem pijany i mu wyjebałem, ale potem oni przyszli i wzięli mnie z zaskoczenia. Dostałem czymś w głowę. On powiedział, że mi cię odbierze, Diana!
- Już dobrze, uspokój się. Ćśiiii. - Gładziłam jego policzek, na którym nie było już śladu krwi. - Wiesz, że cię kocham?
- Nie wiem. On mówił to tak prawdopodobnie, tak realnie..
- Wierzysz jemu, czy mnie?
- Oczywiście, że tobie, ale
- To mnie pocałuj.
-Mam krew na ustach.
- Pocałuj mnie.
- Ale ty nienawidzisz krwi.
- Ale kocham ciebie, więc mnie pocałuj, dobrze?
- Dobrze. 
Złączył nasze usta, a ja poczułam metaliczny smak krwi, którego nie cierpię. Zapach jest okropny, ale perfumy Harry'ego przewyższają to wszystko. Moje palce w jego włosach co chwila pociągają za loki, a jego palce kreślą małe kółeczka na moich biodrach.
Uśmiechaliśmy się podczas tego pocałunku. To było najlepsze. Jego usta mimo tego, że popękane i we krwi są idealne. Oczy podpuchnięte, ciało obolałe. Ściągnęłam jego koszulę. Jezu. Ile siniaków.
- Ściągnij spodnie. - Zażądałam.
- Kochanie. - Mruknął i zaśmiał się mi do ucha.
- Chcę zobaczyć coś.
- Ahh, co takiego? - Zagryzł moje ucho.
- Ściągnij, chcę zobaczyć jak bardzo musisz teraz wypoczywać.
Zmarszczył czoło i ściągnął spodnie. Kurwa mać. Jego podbrzusze.. kolana. O matko..
- To cię nie boli?
- Nie aż tak bardzo, jak by się mogło wydawać.
- Chcesz coś przeciwbólowego, albo coś.. no nie wiem.
- Nie.
- Jak coś, to krzycz.
- Diana..
- Bo to nie wygląda dobrze, Harry.
- To przytul.
Skrzywiłam się.
- No chodź, nie zrobisz mi krzywdy. Chodź.
Podeszłam i przytuliłam go, ale cały czas uważałam, żeby nie dotknąć go w te najbardziej obolałe punkty.
- Idź pod prysznic, a ja zrobię Ci kolację, czy coś.. - Podrapałam się po głowie.
 - Nie możesz iść ze mną?
Zgromiłam go tylko wzrokiem.
- Okej, okej.
Zniknął za rogiem, a ja zaczęłam robić tosty. Kiedy skończyłam, to polałam je pomidorowym sosem i postawiłam na stole. Zalałam herbatę, a sama usiadłam na kanapie z kolanami pod brodą.


___________________ 
5 kom = NEXT

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 4.

- Harry!
- Harry przestań!
Złapałam go za koszulę zanim zdążył chwycić wazon z komody. Odepchnął mnie i upadlam mocno się przy tym obijając o ścianę. Złapałam się za tył głowy i jęknęłam z bólu. Nie krwawiłam.
Na szczęście.. 
Zbliżał się do mnie, a ja nie miałam się gdzie cofnąć. Przeraża mnie. 
- Wstań.
Nawet nie drgnęłam.
- Powiedziałem, wstań.
- N..nie mogę..
- Powiedziałem, kurwa, wstań!
Posłusznie wstałam, a raczej nieudolnie podniosłam jakoś moje ciało do pionu.
Złapał mnie za kark i oparł swoje czoło o moje.
- Nigdy więcej nie pytaj o tego skurwiela, zrozumiano?
- Harry..
- Zrozumiano?
- B..boli.
- Zrozumiano?!
- Tak..
Puścił mnie, a ja zachwiałam się na nogach, ale podparłam się krzesła. Nie wierzę.. Nie wierzę, że mój Harry mi to zrobił. Przecież.. Nie, to nie możliwe! 
Jak on mógł.. Sprawiał mi ból. Ogromny. Osoba, którą kocham. Ja nie wiem co myśleć. Powiedział, że mogę zadać pytanie, że odpowie na każde.
Co jest tak złego z jego ojcu, że jego reakcja była taka, jaka była? Co on takiego zrobił, że Harry go nienawidzi?
Poszłam do sypialni i wyciągnęłam z szafy torbę. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy.
- Co ty robisz?
- Nie widzisz? Pakuję się. - Prychnęłam wrzucając do środka koronkową bluzkę.
- Uspokój się. 
- Ja?! Sam się uspokój, do cholery! 
- Diana!
- Z..zostaw mnie! - Krzyczałam, kiedy chwycił moje nadgarstki i przyparł mnie do ściany. 
Wpił się w moje usta, by stłumić mój krzyk. Nienawidzę go.
Nienawidzę go za to, że tak świetnie całuje. Nienawidzę go za to, że wszystko załatwia w ten sposób, nienawidzę go za to, że robi to tak dobrze, nienawidzę go za to, że tak bardzo go kocham.
- Przepraszam. - Mówił między pocałunkami.
- Kurwa, tak bardzo cię przepraszam, Diana.
Podniósł mnie i objęłam jego pas nogami. 
Prawą rękę zarzuciłam na kark, a lewą wplotłam w jego włosy. Zrobił kilka kroków i położył mnie na łóżku, zawisając nade mną.
Zaczął ściągać moją koszulę, która była na mnie za duża i sięgała mi do połowy ud, prawie kolan. Odpinał guzik, za guzikiem aż w końcu zdjął ją ze mnie i odrzucił gdzieś na podłogę. 
Zaczął całować moją szyję, dekolt..
- Harry..
- Ćśiii.
- Ale
- Pozwól. Po prostu pozwól.
Bezpośredni odnośnik do obrazkaZdjął szybko swoje jeansy i koszulkę. Po chwili został w samych bokserkach i zaczął rozpinać mój stanik. Szybko jednak się opamiętałam i odepchnęłam go od siebie.
Nie może być tak, że każdą kłótnię będzie załatwiał w ten sposób.
- Co?
- Nic.
- Dlaczego mnie odepchnęłaś.
- Bo nie chcę godzić się w taki sposób.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że zawsze, jak się posprzeczamy, to robisz to.
- Co?
- Nie udawaj głupiego.
- Ale
- Nie. Nie ma ale, Harry. Wiesz, że zawsze Ci ulegam, ale nie tym razem. Kocham Cię, ale nie chcę naprawiać relacji między nam,i ciągle w ten sam sposób. Nie o to tutaj chodzi.
- Dobra, kurwa. Jak chcesz. - Powiedział i zaczął się ubierać.
- Co ty robisz?
- Nie widzisz?
- Harry, uspokój się.
- Nie będziesz mi mówić, co mam kurwa robić!
- Harry!
- Daj mi spokój! -Warknął i wyszedł z pokoju.
Stałam oszołomiona i nie wierzyłam w to, co się przed chwilą stało.
Co to było? Czyli chodzi mu tylko o seks w naszym związku?

___________________________
Przepraszam, że taki krótki.. 
Nie mam weny, za dużo szkoły.

środa, 15 października 2014

Rozdział 3.


Poroniła. Była w ciąży? Dlaczego mi nie powiedziała? Bała się, że ją zostawię, bo była w ciąży?
Od zawsze mówiłem jej, że chciałbym dziecko. Popatrzyłem na pielęgniarkę po czym wyminąłem ją i szedłem w w kierunku sali, w której prawdopodobnie była Diana.
Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. W sali była ona i ja, nikt więcej. Leżała na łóżku twarzą w stronę ona. Płakała, słyszałem to. Co ja mam teraz zrobić? Nie podejdę, nie powiem, że będzie dobrze.
Gadanie jak w filmach. Ona straciła dziecko, my straciliśmy.. Czy będzie dobrze? Tylko my możemy o tym zadecydować. To zależy od nas, jesteśmy panami własnego życia.
Zrobiłem kilka kroków i chwilę później stałem już przed nią. Ani drgnęła, patrzyła przed siebie nie zwracając uwagi na to, że zasłaniam jej okno, w które tak się wpatrywała.
Przykucnąłem i spojrzałem na jej twarz. Oczy i policzki mokre od łe, który wylewają się spod jej powiek, kiedy je zaciska. Zaróżowione usta, które otwiera i zamyka co chwilę.
W pewnym momencie otwiera oczy o patrzy na mnie. Nie wiem co odpowiedzieć. Nie zapytam jej, czy wiedziała o ciąży. Nie chcę jej dobijać. Jeśli będzie chciała, to sama mi kiedyś powie.
Dotknąłem jej dłoni, a ona zadrżała, ale nie zabrała jej.
Chwyciłem kruchą dłoń i przejechałem palcem po pierścionku zaręczynowym. Schyliłem się i pocałowałem go patrząc jej w oczy. 
Jest najważniejsza. Jedyna i najważniejsza. 

Dwudziesty pierwszy marca.

Jest trochę po siódmej, jesteśmy na łące. Zrobiliśmy sobie wakacje od Londynu.
Wziąłem wolne, niech radzą sobie sami przez tydzień. To nie jest jakiś wyczyn, dadzą radę.
Koronkowa bluzka wyglądała na niej tak dobrze. Słońce prześwitywało przez jej blond włosy, które odrosły i sięgają jej teraz trochę za łopatki. Byliśmy już kiedyś tutaj.
Tylko, że wtedy moja Diana się uśmiechała. Teraz uśmiech nie gości na jej twarzy tak często jak kiedyś. Prawie nigdy, a raczej czasami.
Jej bose stopy stykają się z mokrą jeszcze trawą, a jedną ręką trzyma beżową spódnicę, drugą baletki. Nie ma wiatru, jest nawet ciepło chociaż dopiero siódma rano.
Podszedłem do niej od tyłu i chwyciłem ją w pasie obracając się dookoła. Upuściła baletki, które spadły na trawę, a sama zachichotała. Cicho, ale wystarczająco głośno, żebym usłyszał.
Najpiękniejszy, a zarazem najlepszy dźwięk na świecie, to właśnie jej chichot. Nie słyszałem go od ponad miesiąca.
Brakowało mi go jak powietrza. Nie mogę bez niego żyć, nie mogę żyć bez niej.
- Harry, puść.
- Nie, nigdy.
- Przewrócisz nas.
- Oops.
- Ej!
Wywróciliśmy się na mokrą trawę.
- Jesteś śliczna, wiesz?
- Nie.
- Nie jesteś, czy nie wiesz?
- To i to.
- Pff, brednie. Moja, piękna, a w dodatku mądra.
- Myślisz, że nasze dziecko byłoby do mnie podobne?
Zabiła mnie tym pytaniem. Minęło już trochę czasu od tego zdarzenia, ale nie wiedziałem, ze ona ciągle o tym myśli.
- Myślę, że tak.
- To fajnie.
Przytuliłem ją i już się więcej nie odezwałem. Tak właśnie minął nam pierwszy dzień wiosny.

Siedemnasty kwietnia.

Wróciłem z pracy, a po wejściu do domu uderzyła we mnie cisza. Cisza, która gościła w naszym domu od dłuższego czasu. Cisza, która mnie dobija, żeby nie powiedzieć, że zabija.
Diana pewnie leży w łóżku, albo ogląda telewizję.
Mam niespodziankę, ale nie wiem czy się zgodzi na ten pomysł. Chcę kupić dom. Nie mój, nie jej, ale nasz. Wspólny, rodzinny. Nasz i dla nas.
Udałem się do sypialni i zobaczyłem blondynkę leżącą w łóżku i oglądającą jej ulubiony serial - Teorię Wielkiego Podrywu.
Opatulona kołdrą pod sam nos, co wyglądało dość komicznie, bo mamy kwiecień.
Podszedłem i musnąłem jej usta. Uśmiechnęła się lekko, prawie niezauważalnie.
- Cześć, kochanie. Jak się spało?
- Dobrze. Stało się coś?
- Nie. Właściwie, to tak. Posłuchaj..
- Chcesz mnie zostawić?
- Co? - Zapytałem wytrącony z pantałyku. - Nigdy Cię nie zostawię. Dlaczego tak pomyślałaś? Dlaczego ciągle o tym myślisz, kiedy chcę Ci coś powiedzieć?
- Nie wiem.. To przeze mnie nie mamy dziecka i..
- Skończ. - Powstrzymałem się od wybuchu.
Myślałem, że mnie rozsadzi. Cholera jasna! Kocham ją, kurwa, tak bardzo, ale niech przestanie drążyć ten temat.
- Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? Jest Ci ciężko, tak jak mi, ale nie można żyć przeszłością. Rozumiesz? - Kiwnęła głową. - To dobrze. Teraz mnie posłuchaj. Chcę kupić dom. Pomożesz mi go wybrać?
Zapadła chwila konsternacji, a potem usłyszałem jej westchnięcie. Dlaczego ona zawsze musi
- Tak, pomogę.
- To dobrze. Pocałujesz mnie?
- A co jeśli nie?
- Będę smutny.
- Ojej. - Powiedziała i złożyła na moich ustach niezwykle subtelny i słodki pocałunek.

***

- Co myślisz o tym?
- Za duży..
- Za duży, okej.
- Jesteś zły?
- Nie.
- Bo myślałam.. Nieważne.

- Ten. - Powiedzieliśmy jednocześnie wskazując palcami na zdjęcie.

Zaśmialiśmy się i skradłem buziaka. Lubię skradać buziaki.
- Więc dom już mamy. Zajęłabyś się umeblowaniem i dobraniem kolorów kiedy będę w pracy?
- Oczywiście, szefuńciu. Dziękuję!
- Udusisz mnie zaraz. - Zaśmiałem się, kiedy dziewczyna rzuciła mi się na szyję.
- Mogę Ci zadać pytanie?
- Pewnie.
- Ale odpowiesz na nie?
- Odpowiem na każde, kotku. - Pocałowałem ją, a potem zassałem skórę na jej ciepłej szyi,
- Dobrze, więc.. Gdzie jest twój tata?

*Perspektywa Diany*

- Dobrze, więc.. Gdzie jest Twój tata? - Zapytałam, a on zesztywniał.
Wbił palce w moje biodra, a ja syknęłam głośno z bólu. Wstał i odsunął krzesło z taką siłą, że się przewróciło i uderzyło o kanapę robiąc przy tym kilka fikołków.
Wystraszyłam się, a kiedy usiadł na kanapie i złączył ręce opierając łokcie o rozchylone kolana myślałam, ze się uspokoił, że to tylko chwilowy wybuch.
Wszystkie te przypuszczenia odeszły w dal, kiedy wywrócił szklany stół, który rozbił się na ciemnych panelach.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 2.

Po długim spacerze wróciliśmy do mojego mieszkania i wtedy padła dość gwałtowna propozycja z jego strony.
BEKSA!  
Mam dosyć wspomnień, 
że ktoś mnie goni, 
że brak mi tchu.
 - Zamieszkasz ze mną?
- Harry.. Mam mieszkanie.
- Ale chciałbym, żebyś była bliżej mnie. Może 3 godziny, to nie jest aż tak dużo, ale chcę ciebie mieć przy sobie, blisko.
- Muszę pomyśleć.
- Czyli nie chcesz?
- Chcę! Oczywiście, że chcę, ale..
- Jeśli byś chciała, to nie byłoby żadnego "ale".
- Dobrze, już dobrze, oh.. Zamieszkam z Tobą. - Odpowiedziałam praktycznie zmuszona do tego.
- Chodź tu. - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie i pocałował w głowę. - Kotku, przecież wiesz, że robię to dla nas.
- Mhm. - Mruknęłam i wpiłam się w jego gorące usta i złapałam dłońmi policzki narzeczonego.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
- Co będziemy robić? 
- Cóż... Może lody?
- Z czego się śmiejesz, Diana? Lody, lo O matko. - Powiedział i wytrzeszczył oczy, kiedy dotarło do niego to, co powiedział. - Jesteś okropna! - Zaśmiał się i mnie pocałował.
- Naprawdę jestem okropna?
- Cudowna, jesteś cudowna.
- Możemy iść spać.
- Ostatnio jesteś ciągle senna, misiu. - Ugryzł lekko moje ucho.
- Ałć. - Pacnęłam go ręką w ramię. - Wcale nie jestem senna. Może tylko troszkę.
- Ziewnęłaś, chodź.
- Gdzie?
- Do łóżka.- Złapał mnie za rękę.
- Ale ja nie chce ter
- Nie chodziło mi o seks.
- Oh..
- Kochanie co się dzieje? - Zapytał siadając na łóżku, przyciągając mnie do siebie.
- Bo się stresuję.
- Ale czym?
- Wszystkim.
- Czyli czym dokładnie?
- Wszystkim, po prostu wszystkim. Myślę o tym, że nam nie wyjdzie i, że znów zostanę sama. Oświadczyłeś mi się i to było takie wow, ponieważ się nie spodziewałam. Tak sobie czasami myślę, że ja Ci tylko przeszkadzam.
- Wiesz, że cię bardzo kocham, prawda? Jak możesz myśleć, że mi przeszkadzasz? Jak już, to raczej ja tobie przeszkadzam, a nie ty mi. Też się boję tego, że kiedyś możemy się rozstać przez jakąś głupią kłótnię. Ale nie dopuszczę do tego, wiesz? Nie mógłbym bez ciebie żyć i wiesz o tym.Czasami będziemy mieć małe sprzeczki, jest to normalne i nieuniknione, ale nie możemy się zamartwiać na zapas. Przeprowadzisz się do mnie, będziemy bliżej siebie. Zrobię dla Ciebie wszystko, ale musisz mi mówić co chcesz.
- Chcę tylko, żebyś mnie kochał Harry.
- Kocham. I zawsze będę, Diano.
- Dziękuję. - Przytuliłam się do niego, a on szczelnie objął mnie swoimi męskimi ramionami.

***
Obudziłam się w swoim łóżku, Harry'ego nie było w domu. Pojechał do pracy pewnie. Obróciłam się na drugi bok i poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła.
Zerwałam się i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam do toalety.To mięsko z kolacji mi zaszkodziło. Niepotrzebnie je jadłam.

*Perspektywa Harry'ego*
Jest po dwudziestej i właśnie zamknąłem swoje biuro. Pracownicy tez poszli do domu, jestem sam. Zszedłem schodami i wyszedłem w firmy. Zamknąłem ją na najnowocześniejsze zamki i poprawiłem torbę, którą miałem zawieszoną na prawym ramieniu.
Paparazzi przykuli mój wzrok, zjawili się obok mnie jak sępy do padliny. Natychmiastowo.
Jest to naprawdę uciążliwe i denerwujące. Robili mi zdjęcia, robili sobie zdjęcia ze mną.
Ale ja nie mam czasu, właśnie mam jechać do Diany. Nie widziałem jej przez cały dzień. Ciekawe, czy poszła dziś na zajęcia.
Kiedy udało mi się wsiąść do samochodu, to odjechałem i poczułem się wolny. Jeśli tak będzie cały czas, to wniosę pozew na nich.
Mam dosyć tego, ze łażą za mną wszędzie i dosłownie zgniatają, kiedy mnie otaczają.
Kuźwa, czerwone. Zawsze się włącza, kiedy mi się spieszy. Ale dobra, poczekam.
Zaparkowałem pod kamienicą i wszedłem do środka.
- Dobry wieczór. - Zwróciłem się do starszej kobiety, która siedziała za okienkiem i piła kawę.
- Dobry wieczór, młodzieńcze. Jesteś chłopakiem Diany?
Zadała to pytanie i tym samym mnie rozbawiła.
- Narzeczonym. - Poprawiłem staruszkę i uśmiechnąłem się do niej.
- Oh, naprawdę? Nie pochwaliła mi się.. - Zaśmiała się wesoło z udawanym smutkiem.
- Może jeszcze to zrobi. Dobranoc. - Powiedziałem i zacząłem wchodzić po schodach.
Jak ona może tu chodzić codziennie?
Kiedy dotarłem na jej piętro, stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Nie otwarła. Ponownie zapukałem i nic.
- Diana.
Nie odpowiedziała. Cholera, co jest.. - Mruknąłem do siebie i nacisnąłem na klamkę.
Otwarte.
Wszedłem do środka jak burza i zacząłem się rozglądać za moją ukochaną. Nigdzie jej nie widzę i to mnie dobija.
W saloniku, kuchni jej nie było. Łazienka?
Wszedłem do pomieszczenia i zamarłem. Leżała półprzytomna obok kabiny prysznicowej z zamkniętymi oczami. Kurwa.
Podszedłem szybko i lekko potrząsnąłem jej ramiona. Otworzyła załzawione oczy i spojrzała na mnie z bólem wymalowanym w twarzy.
- Jezu, kochanie.. Co się stało? Dobrze się czujesz? Wstań. - Złapałem ją i podniosłem do pozycji pionowej, ale ona szybko zeszła do parteru i zwinęła się w kłębek.
- Misiu.. Co się dzieje?
- B-boli. - Wyjąkała i zwinęła się bardziej.
- Gdzie cię boli?
- Brzuch. - Jęknęła wypuszczając powietrze.
- Chcesz jakąś tabletkę, herbatę? - Zaczęła skomleć z bólu. - Jedziemy do szpitala.
Wziąłem dokumenty i moją narzeczoną na ręce. Wyszedłem z jej mieszkania zamykając je szybko i ostrożnie zszedłem po schodach.
Nie odpowiadając na pytania pani starszej, szybko wsiadłem z nią do samochodu i ruszyłem do najbliższego szpitala.
Wszedłem do recepcji i przedstawiłem sprawę. Przyjechali z jakimś wózkiem, czy stołem i zabrali ją nie mam pojęcia gdzie.
Pielęgniarka kazała mi usiąść i czekać. Czekałem.
Ponad godzinę, czekałem. Nie wiedziałem nic o Dianie, nie chcieli mi nic powiedzieć. I jak ja mam być spokojny? No jak?!
Jest, wyszła pielęgniarka, która zabierała Dianę. Szła ze spuszczoną głową, a kiedy mnie zobaczyła, do tak jakby się załamała? Co z Dianą, do cholery?! Styles uspokój się, na pewno wszystko gra, wyluzuj.
- Pan Styles?
- Tak, gdzie moja narzeczona? Co z nią?
- Proszę pana pańska narzeczona.. poroniła.

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 1.

Wiecie jak to jest, kiedy wasze serce bije szybciej niż zwykle, klatka piersiowa unosi się i potem opada w zawrotnym tempie, a ręce pocą się i nie możecie tego powstrzymać?
Kiedy wasz oddech jest nierównomierny i robi ci się słabo? Kiedy wasze nogi są jak z waty i brakuje naprawdę tylko chwili, żebyście upadli?
Czułam się tak w chwili, gdy Liam powiedział to jedno, ale jakże ważne zdanie. Wiem, kto zabił Kate.
Oczy rozszerzyły mi się wtedy chyba do granic możliwości, a serce prawie wyrwało się z piersi, Patrzyłam w jego brązowe oczy i nie mogłam uwierzyć. Zastanawiało mnie skąd on to wie.
Ale dziś już wiem, słyszał to w biurze. Od Kendall, kiedy rozmawiała z kimś.
Liam jej nie zna, ale kiedy pokazał mi zdjęcie i rozpoznałam tą kobietę, to myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
Opowiedziałam mu skąd ją znam, a on powiedział mi, że przyszła do jego biura wtedy i rozmawiała chyba ze swoją koleżanką właśnie o tym.
Nie odpuszczę, zabiła moją siostrę, moją najlepszą przyjaciółkę.
Jedno jest pewne. Kendall pójdzie siedzieć.

***
- Czy chce pani zeznawać?
- Tak, chcę.
- Dobrze, słuchamy.
***
Po rozprawie zapadł wyrok, który ani trochę mnie nie usatysfakcjonował. Powinna iść na dożywocie, za zabicie mojej kochanej Kate. Nic już nie przywróci jej życia. Kiedyś się spotkamy, wierzę w to.

Środa, 20:34

- Ślicznie pani wygląda, pani Jones.
- Dziękuję. - Posłałam ochroniarzowi uśmiech i weszłam na ruchome schody zatrzymując się na jednym ze stopni,
Wjechałam na górę i udałam się długim korytarzem aż do końca i stanęłam przed dużymi czarnymi drzwiami z tabliczką "Styles".
Zapukałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi, więc weszłam. Nie będzie zły, prawda? Prawda.
Zamknęłam za sobą drzwi i zobaczyłam go śpiącego na biurku z głową w papierach. Mój kochany..
 On za dużo pracuje, zdecydowanie. Jest tu szefem i to on powinien wypoczywać.
Podeszłam cichutko i odgarnęłam włosy z lewej strony jego twarzy i pocałowałam go w policzek, a on otworzył oczy.
- Diana..
- Cześć, kochanie. 
- Przepraszam za to.. - Zaczął gestykulować wskazując rękoma na papiery w nieładzie.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Nie mógłby Cię ktoś zastąpić na jakiś tydzień? Wszystko jest na twojej głowie, skarbie. Powinieneś odpocząć.
- Uh.. Diana, nie mogę.
- Nie możesz, czy nie chcesz?
- Muszę pracować.. Oni beze mnie dnia nie przetrwają. 
- Jakoś będą musieli sobie poradzić. - Powiedziałam po czym usiadłam okrakiem na jego kolanach.
- Diana, proszę cię.. - Westchnął zrezygnowany.
- Jesteś szefem, ty tu rządzisz. - Przytuliłam się do niego, a on oparł brodę na mojej głowie.
- Dlaczego ścięłaś włosy?
- Zauważyłeś! - Pisnęłam rozbawiona.
- Owszem, ale dlaczego? W długich było ci ładnie.
- A w takich mi brzydko?
- Nie powiedziałem tego. Zawsze wyglądasz ślicznie, ale to po prostu duża zmiana.
- E tam, odrosną. - Wzruszyłam ramionami, a on przewrócił oczyma i wpił się w moje usta.
- Pójdziemy na kawę? - Zaproponował.
- Ale nie na dół do kafejki?
- Nie, oczywiście, że nie. Wychodzimy z firmy, a oni mają sobie sami radzić.
- Yay, dziękuję.
- Łohoho, panna uważaj, bo mnie udusisz.
Zaśmialiśmy się, a potem jeszcze raz pocałowaliśmy. Ubrał płaszcz i wyszliśmy z jego gabinetu, a potem on poszedł i powiedział wspólnikowi, czy komuś tam, że wychodzi z firmy. Wrócił i złączył nasze dłonie.
Zjechaliśmy po schodach i szliśmy w kierunku wyjścia. Ten ochroniarz znów się do mnie uśmiechnął, a ja zachichotałam i powiedziałam "do widzenia".
Naprawdę miły gość z niego.
Kiedy szklane drzwi się za nami zamknęły poczułam chłód wiatru na twarzy i szyi. Okryłam się bardziej marynarką i złapałam pod ramię Harry'ego.
- Musisz mu dać podwyżkę. - Powiedziałam nagle.
- Komu? - Zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie z góry.
- Temu ochroniarzowi, jest bardzo uprzejmy i miły.
- Robi to tylko dlatego, że mu się podobasz. - Prychnął i pociągnął mnie za rękę prowadząc do auta.
- Wcale nie! Po prostu jako jedyny jest dla mnie miły w tej firmie. Nawet, kiedy nie ma cię obok, więc nie robi tego na pokaz. - Otwarłam drzwi i wsiadłam na przednie siedzenie pasażera.
- Diana..
- Proszę...
- Niech ci będzie.
- Dziękuję! - Pocałowałam go, a on to wszystko skwitował słowami "Co ja z tobą mam dziewczyno".
Odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę kawiarni, do której chodzę po uczelni.

Usiedliśmy w rogu dość dużej kawiarni i zamówiliśmy dwa razy cappuccino. Zaczęłam przekonywać go, aby znów powrócił do conversów. Wygląda w nich tak młodo i dobrze i młodo.
Nie, żeby był stary, ale naprawdę tęsknie za tym Harrym w conversach. Takiego go poznałam i pokochałam, haha. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się z kilku rzeczy. Dowiedziałam się, że Gemma ma grypę, a Anne ciągle się z niej śmieje, bo gdy wydycha nosem powietrze, to brzmi jak gwizdek.
Kiedy dopiłam swoją kawę zobaczyłam coś czarnego na samym dole. Jakby literki. Układały się w całość, a kiedy przeczytałam te dwa wyrazy zamarłam.
O co chodzi? Pewnie pomylili filiżanki, matko..
Spojrzałam niepewnie na Harry'ego, który przyglądał mi się jakby z zainteresowaniem i wyczekiwał odpowiedzi.
Popatrzyłam na kubek, na niego, a potem wskazałam na siebie palcem i zrobiłam pytającą minę. Kiedy pokiwał, że tak, to myślałam, że zacznę krzyczeć ze szczęścia. Spojrzałam jeszcze raz na dno filiżanki i uśmiechnęłam się sama do siebie i pokiwałam twierdząco głową patrząc w oczy Harry'ego.
Kiedy dotarło do niego to co mu przekazałam bez słów wstał, uklęknął przede mną i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko, a po chwili wyjął piękny pierścionek i nałożył mi go na palec.
Love | via FacebookObjął mnie i zaczął się kręcić dookoła krzycząc "Powiedziała tak!" "Zgodziła się!", a klienci wraz z obsługą zaczęli nam bić brawo. Nigdy nawet nie myślałam, że ktoś mi się oświadczy, ale zawsze chciałam, żeby to był oryginalny pomysł, a to co zrobił Harry bez dwóch zdań takie było.
Skończyliśmy się śmiać, a ja wytarłam łzy szczęścia i chwilę potem wyszliśmy z kawiarni.
On, zresztą tak jak ja, cały czas się uśmiechał. Płatki śniegu były widoczne na jego włosach i co chwila, gdy tylko uzbierało się ich dosyć dużo czochrałam jego włosy, a on śmiał się głośno i ciągle przytulał.

__________________________
Witajcie ponownie!
Prawdę mówiąc chciałam zrobić długą przerwę i nie dodawać na razie rozdziałów na tym blogu, ale po prostu nie mogę wytrzymać i dodaję rozdział pierwszy.
Mam nadzieję, że się podobał i.. Witam na Mirrors! 

środa, 1 października 2014

Informowani.

Jeśli podoba Ci się moje opowiadanie i chcesz być informowana/informowany o nowych rozdziałach na Twitterze, to napisz w komentarzu swój username. x

Informowani:
    1. @imperfect649
    2. @dyaraconnor
    3. @dupalou
    4. @xiickey
    5. @perkeleluu
    6. @xxhoranowaxx
    7. @bbybizzlex
    8. @zuziatrawiska
    9. @owwo15

    sobota, 27 września 2014

    Wstęp.

    Czyż nie jesteś czymś do podziwiania,
    Ponieważ twój blask jest niczym lustro
    I nie mogę przeoczyć
    Tego jak odbijasz się w mym sercu
    Jeśli kiedykolwiek poczujesz się samotna i
    Blask będzie utrudniał mi znalezienie
    To wiedz, że ja zawsze
    Odbijam się po drugiej stronie  

    Ponieważ z twoją dłonią w mojej dłoni i z duszą na ramieniu
    mogę ci powiedzieć, że nie ma miejsca, do którego nie
    moglibyśmy się udać
    Po prostu ułóż swą rękę na szkle
    A ja będę próbował cię przeciągnąć
    Tylko musisz być silna  

    Ponieważ nie chcę cię teraz stracić
    Patrzę dokładnie na moją drugą połowę
    Puste miejsce w moim sercu
    Jest teraz miejscem, którym się opiekujesz
    Pokaż mi, jak mam teraz walczyć
    A ja ci powiem, kochanie, że to było łatwe
    Powrót do ciebie, kiedy już zdałem sobie sprawę
    Że byłaś tu przez cały czas.

    Welcome back!

    Witajcie moi kochani! Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, co będzie się działo w drugiej części Better Nothing. Nastąpią małe zmiany odnośnie rozdziałów i kilku innych rzeczy, ale to potem. Macie jakieś pytania - piszcie. Odpowiem na wszystkie. =) Jeśli jesteś nowym czytelnikiem, to zapraszam Cię na pierwszą część tego fanfiction --- > http://better-nothing.blogspot.com/. Uwielbiam Was! x