sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 9.

- Sam? Co ty tu.. Skąd ty się u wziąłeś? - Wysyczałem.
- Z Krainy Czarów, wiesz? Słyszałem, że się zaręczyłeś stary.
- Tak, możesz już iść.
- Nie tak ostro, Harold. Jesteś z tą małą, którą chciałeś bzyknąć na obozie?
- Nie chcia
- Jak nie, jak tak. Nie pamiętasz, jak się zakładaliśmy? Ktoś tu chyba wziął nasz zakład za bardzo na poważnie. - Zaśmiał się i stuknął moją klatkę.
- Harry kto to?
- Nikt, skarbie. Zaraz przyjdę. - Odkrzyknąłem do dziewczyny i odwróciłem się do trochę niższego mężczyzny przede mną. - Idź stąd. 
- Ona jest w domu? No ładnie.
- Idź.
- Spoko, spoko. Ale postaram się, żeby ona się o tym dowiedziała. - Puścił mi oczko i odszedł.
Jasna cholera.
Zamknąłem drzwi na zamek, jeden, drugi i wróciłem do Diany.
- Kto to był? - Pyta poprawiając koc.
- Listonosz. - Odpowiadam i siadam obok niej.
- Tak długo?
- Tak, do cholery!
Krzyknąłem na nią aż podskoczyła. Przez tego chuja wyżyłem się na niej, a nie chcę tego robić. 
Ona nic nie zrobiła, to ja jestem kretynem.
- Przepraszam, kochanie. - Pocałowałem ją w głowę i posadziłem na kolanach, a ona się we mnie wtuliła. - Nie chciałem, przepraszam.

Chwyciłem koc i usłyszałem szeleszczenie. Podniosłem go i zobaczyłem paczkę pianek. Chwyciłem ja i pomachałem jej przed oczami.
- No co. Byłam głodna. - Spaliła buraczka, a ja zacząłem się śmiać.
Wyjąłem jedną piankę i włożyłem do ust. Potem następną. Ona zresztą też.
- A ty nie miałeś na nie uczulenia?
- Mam.
- To dlaczego je jesz?
- Nie wiem.
- Aha.
- Aha.
Wybuchnęliśmy śmiechem, a ja oberwałem pianką.
- Upieczemy ciasto?
- A zrobisz mi kurczaka?
- Kurczak z ciastem?
- Czemu nie?
- Bo to trochę.. fu.
- Zamówmy pizze.
- Chińszczyznę.
- Pizze.
- Chińszczyznę z pizza.
- A na ciasto z kurczakiem się nie zgodziłaś.
- Słyszysz się?
- Nieee. Co oglądamy?
- Przyjaciół. Właśnie rozpoczął się maraton.
O Chrystusie.. Nie, że nie lubię Przyjaciół, ale widziałem wszystkie te odcinki już po kilka razy.. 
- Pojadę do sklepu. Chcesz coś?
- Duuużo jedzenia. I ogórki.
- Kiszone, czy konserwowe?
- Te i te.
- Dobrze. Coś jeszcze?
- Może dynię, zrobię taki przecier i ciasteczka. - Klasnęła w dłonie, a ja uśmiechnąłem się sam do siebie.
Jest urocza i to bardzo.
Założyłem kurtkę i buty, chwyciłem kluczyki w prawą rękę i wyszedłem z domu.
Zamknąłem go na klucz i udałem się do garażu. Odpaliłem auto i zacząłem wyjeżdżać z garażu.

W sklepie rozpoczęło się szaleństwo. Najpierw włożyłem do koszyka te ogórki, żeby nie zapomnieć. Potem jakieś słodycze między innymi pianki i żelki.
Owoce, warzywa, makarony. Jakieś sery i szynki, inne mięsa. Ryby i owoce morza, frytki i mieszankę warzyw.
Mleko, masło i inne takie. Jakieś napoje i dobre czerwone wino na wieczór.

W drodze powrotnej zahaczyłem o kwiaciarnię i kupiłem bukiet różowych róż.
Wróciłem do domu i zaniosłem wszystko do kuchni. Poszedłem do salonu, ale jej tam nie było. Obszedłem cały dom, ale jej nie znalazłem.
To nie jest zabawne. Przez okno wyjrzałem na ogród i zobaczyłem ją, jak rozmawia przez płot z jakimś chłopcem. Na oko cztero-pięcioletnim. Zbiegłem po schodach i wyszedłem tarasem.
Stanąłem obok niej i objąłem ją. 
- Widzę, że masz nowego przyjaciela, kochanie. - Cmoknąłem jej policzek i zobaczyłem jak się uśmiecha do tego dzieciaka.
- Jak masz na imię? - Zwróciłem się do niego.
- James, a ty?
- Harry. Nie jest ci zimno bez kurtki?
- Nie, ja tylko na chwilę wybiegłem po mojego pieska.
- Gdzie on jest?
- Chyba przeszedł przez wasz żywopłot. 
- Poszukam go. - Powiedziałem. - To dla ciebie. - Podałem jej kwiaty.
- Dziękuję. - Buziak.
Zostawiłem ich samych i zacząłem się rozglądać za psem. 
Obszedłem dookoła dom i nic. Sprawdziłem w pomieszczeniu na kosiarkę i tym podobne. Nie ma.
Odwróciłem się i ujrzałem małego, białego psa.
Trochę brudny. Wziąłem go na ręce i wróciłem do dwóch papużek nierozłączek. 
- To on?
- Uszatek!
Dosyć zabawne imię, ale co ja mogę.
Podałem małemu psa przez płot.
- Dziękuję!- Pisnął uradowany i przytulił czworonoga.
- Leć do domu, bo zimno. - Powiedziała do niego Diana i uśmiechnęła się słodko.
- Dobrze, dziękuję! - Powiedział i pobiegł do domu.
Moja ukochana odwróciła się do mnie i wiedziałem, ze coś ją gryzie.
- Też chcę takiego.
Roześmiałem się wesoło.
- Mogę ci kupić kochanie. - Powiedziałem do niej z uśmiechem.
- Nie, też chcę takiego syna.

6 komentarzy:

  1. Ojejciu. Biedna Diana. :/
    #dyaraconnor

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski boski boski rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział,choć trzeba była dłuuugo czekać...ale nic nie szkodzi,bo ten jest zajebisty! Pozdrawiam i czekam na next @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo mega słodki rozdział :3 Szkoda tylko, że stale ją będzie to trapiło :c Błagam zrób coś żeby Diana znowu była szczęśliwa, żeby może adoptowała synka czy coś... :)

    OdpowiedzUsuń